Przełącznik może się przegrzewać, a w ekstremalnych przypadkach - stopić i zadymić. Toyota podkreśla, że nie zanotowano przypadków pożaru.

Najwięcej samochodów trafi do serwisów w USA (2,47 mln), sporo pracy będą mieli również mechanicy w Chinach (1,4 mln aut). W sumie problem dotyczy 7 mln 430 tys. samochodów.

Japoński producent pada ofiarą efektu skali. Pomijając perturbacje spowodowane falą tsunami, w ostatnich latach Toyota nie oddaje miana największego producenta samochodów na świecie. Dlatego, gdy już ogłasza akcję serwisową, to obejmuje ona ogromne ilości pojazdów. Wystarczy powiedzieć, że obecną akcją nawrotową objętych zostało mniej samochodów niż japoński koncern sprzedaje w ciągu roku (pojazdy z usterką to ekwiwalent około 93 procent rocznej produkcji).

W 2009 roku podczas akcji serwisowej związanej w rzekomym samoczynnym przyspieszaniem (ostatecznie okazało się, że auta były sprawne, a problem powodowało przesunięcie się dywanika) do serwisów wezwano ponad 10 mln samochodów marek Toyota i Lexus. Natomiast największą akcję serwisową dotyczącą jednej marki ogłosił w 1996 roku Ford. W 8 mln samochodów tej marki naprawiano usterkę stacyjki, która mogła być przyczyną pożaru.





