Ostatnimi czasy standardem popularną tendencją stał się tzw. „dwonsizing”. Ten nie byłby jednak możliwy, gdyby – kilkanaście lat temu – na rynku nie pojawiły się benzynowe jednostki napędowe z bezpośrednim wtryskiem paliwa.

W przypadku silników benzynowych wtrysk bezpośredni oznaczał prawdziwą rewolucję. Do tej pory skład mieszanki paliwowo powietrznej był stały – by uzyskać optymalne osiągi 1 l paliwa musiał być mieszany z 14,7 l powietrza. Oznaczało to, że – sterowanie osiągami – wymagało stosowania przepustnic, które zmieniały wyłącznie ilość dostarczanej mieszanki. Przepustnice powodowały jednak znaczne straty na przepływie, co – w konsekwencji – odbijało się na osiągach i zużyciu paliwa.
Konstruktorzy postanowili więc zastosować system znany z jednostek wysokoprężnych, gdzie osiągi reguluje się nie ilością mieszanki paliwowo-powietrznej lecz – wyłącznie – ilością wtryskiwanego do cylindra paliwa.

Umieszczając, pracujący pod dużym ciśnieniem, wtryskiwacz bezpośrednio w cylindrze (a nie w kolektorze dolotowym) i kształtując denko tłoka tak, by odbijające się od niego paliwo zostało zawirowane i odparowywało w ściśle określony sposób, konstruktorom udało się uzyskać tzw. mieszankę warstwową. Bogatą w pobliżu iskry (by szybko ulegała zapłonowi) i ubogą w pozostałej części komory spalania (by oszczędzać paliwo).
W efekcie udało się „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”. Ograniczając rolę przepustnicy (straty na przepływie) poprawiono moc, możliwość pracy na – częściowo – ubogiej mieszance miała też zbawienny wpływ na zużycie paliwa.
Od czasów pierwszych silników GDI w konstrukcji jednostek benzynowych z bezpośrednim wtryskiem poczyniono ogromne postępy. W dużym uproszczeniu można jednak powiedzieć, że silniki z bezpośrednim wtryskiem paliwa – w zależności od obciążenia – pracować mogą w dwóch trybach – na mieszance ubogiej (uwarstwionej), gdy kierowca nie wykorzystuje pełnej mocy – i bogatej, gdy potrzebne są wysokie osiągi.
Problem z "gazowaniem" jednostek napędowych wyposażonych w bezpośredni wtrysk polega na tym, że w czasie pracy wtryskiwacze benzynowe mocno się rozgrzewają. Gdy auto zasilane jest benzyną, urządzenia chłodzone są paliwem odparowującym w cylindrze. Przełączenie zasilania na gazowe powoduje jednak odcięcie wtrysku benzyny, co skutkuje szybkim rozgrzaniem się, a - w konsekwencji - stopnieniem wtryskiwaczy.

Rozwiązanie ma jednak swoje wady. Oprócz wysokiej ceny samej instalacji, do kosztu przejechania 100 km na gazie doliczyć trzeba średnio około 2 litrów benzyny zużytych na "dotryski" (w przypadku jednostek czterocylindrowych). W połączeniu z wysokimi kosztami założenia instalacji - w wielu przypadkach - stawia to pod znakiem zapytania sens przeróbki auta wyposażonego w silnik z bezpośrednim wtryskiem na gaz.





